Witam Państwa serdecznie na mojej stronie internetowej!

Mam nadzieję, że spełni Państwa oczekiwania i dostarczy wiele interesujących informacji dotyczących mojej działalności artystycznej.
Zapraszam.
Beata Bilińska

POBIERAM...
Następny obrazek
Open images thumbnails

Koncerty

RECENZJE NAJNOWSZEJ PŁYTY "MUSSORGSKY - PROKOFIEW"

Marcin Kaczmarczyk "Wyrazista interpretacja Beaty Bilińskiej"
Blog "Od Bacha po Dawida Langa", 24 lipca 2012
Kiedy gdzieś z początkiem lata usłyszałem w Dwójce najbardziej znany fragment baletu Romeo i Julia Sergiusza Prokofiewa, czyli Taniec Rycerzy w transkrypcji na fortepian i w wykonaniu Beaty Bilińskiej byłem zachwycony. Teraz jej najnowszą płytę, gdzie ten utwór się znalazł, nadal bardzo cenię - jednak już nie za wykonanie hitu Prokofiewa.
Na krążku wydanym przez DUX znalazły się dwa dobrze znane dzieła. Najpierw słuchamy chyba najbardziej znanej kompozycji Modesta Mussorgskiego - cyklu słynnych miniatur fortepianowych Obrazki z wystawy. Potem transkrypcji melodii z baletu Romeo i Julia Prokofiewa napisanej przez samego kompozytora. Tytuł albumu - Modest Mussorgsky Pictures at an Exhibition Sergey Prokofiev Romeo and Juliet: Ten Pieces for Piano, Op. 75 - tym razem wyraźnie mówi o jego zawartości.
Obrazki z wystawy napisane przez Mussorgskiego w 1874 roku po śmierci jego przyjaciela Wiktora Hartmanna, malarza i architekta, są zagrane przez Beatę Bilińską mocno, zdecydowanie, ale i wtedy, gdy pojawia się taka konieczność subtelnie. Słyszymy to np. w części Stary zamek, gdzie wybitnej polskiej pianistce udaje się oddać nastrój romantycznej zadumy oraz w następującej potem części Kłótnia dzieci po zabawie, gdzie wręcz widzimy dzieci baraszkujące w miejskim parku.
Z interpretacją kreśloną wyraźną, mocną kreską zetkniemy się też w kompozycji Prokofiewa. To wielu musi się podobać i, co z pewnością również jest zaletą płyty, powoduje że jej fragmentów słucha się bardzo dobrze np. w samochodzie lub z radia. Jednak chwilami od artystki wymagałbym większej delikatności – wspomniany Taniec Rycerzy to nie tylko wyrazista melodia, to również pewna mgiełka nastroju, subtelne wybrzmiewanie niektórych dźwięków. To oczywiście w interpretacji Beaty Bilińskiej jest obecne, ale chciałbym by w tym kierunku poszła dalej. Tym bardziej, że w Obrazkach z wystawy udało się idealnie.
Technicznie płyty nagrana jest bardzo starannie – nagrania dokonano w sierpniu ubiegłego roku w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Głębia dźwięku fortepianu jest w pełni oddana. Cieszy również licząca blisko 20 stron książeczka dołączona do albumu.

Bronisław Tumiłowicz, Zasłuchaj się, 8 lipca 2012
W grze Beaty Bilińskiej można się zakochać, kreacje fortepianowe tej artystki bowiem stoją idealnie na przecięciu dwóch tendencji - wirtuozerii i pogłębionego wyrazu emocjonalnego. Doskonałe warunki pianistyczne pozwalają jej na wyprawy w sferę popisu, ale nigdy nie jest on celem samym w sobie (...)
Podobnie jest z najnowszą płytą pianistki, na której znajdują się dwa dzieła kompozytorów rosyjskich. "Obrazki z wystawy" Musorgskiego są estradowym hitem, w którym wielu wykonawców stawia głównie na efekt.  Bilińska powstrzymuje się przed takim podejściem, jej "Chatka na kurzej stopce" grana jest jakby wolniej, ale pozwala się rozkoszować brzmieniem pasaży. W "Wielkiej Bramie Kijowskiej" więcej rozkołysanych dzwonów, ale ten szczegół rekompensuje wykonanie drugiego cyklu "10 obrazów z baletu Romeo i Julia" w autorskiej transkrypcji Sergiusza Prokofiewa. Ostatnie tony utworu rozpływają się w autentycznym żalu.

Karol Jaworz-Dutka, www.polskamuza.eu, 14 czerwca 2012
Beata Bilińska koncertuje już od kilkunastu lat. Może pochwalić się wieloma nagrodami. Ta utalentowana pianistka należy do czołowych instrumentalistów w naszym kraju. W wytwórni DUX wydała swoją nową płytę. Nie jest to pierwszy krążek w dorobku tej artystki. Na koncie bowiem ma już kilka nagrań, za które zresztą była nagradzana różnymi fonograficznymi nagrodami. Na poprzednich płytach znalazły się kompozycje takich autorów jak Fryderyk Chopin, Ludwig van Beethoven, Sergiusz Rachmaninow, Aleksander Tansman, Sergiusz Prokofiew czy Modest Musorgski. I właśnie ci dwaj ostatni znaleźli się na najnowszym dziele. (...)
Pierwsza Promenada na płycie Bilińskiej otwiera wszystko bardzo odważnie. Tempo, w jakim została wykonana jest umiarkowane, co jest tu plusem, gdyż nie robi się z tej przechadzki „sprint”. Kontrasty, uzyskane poprzez zmiany dynamiki, sprawiają, że ten ruch wydaje się bardziej niejednostajny, co za tym idzie - nienudny. Po Promenadzie następuje szybki przeskok do kolejnego utworu. Nie ma zostawionej żadnej przerwy, co sprawia wrażenie jednolitości tego cyklu. Ale zdarza się tak tylko kilka razy, dzięki czemu poszczególne utwory się ze sobą nie zlewają. (...)

Kolejna Promenada, tym razem spokojniejsza, ale tylko pod względem dynamiki. Łączy się to bezpośrednio z kolejnym obrazem, a jest to Stary zamek. Niestety, to wykonanie, tak szybkie tempo odziera go nieco z melancholijnego charakteru. Ze smutnej pieśni trubadura robi się jakaś niezrozumiała opowieść. Po niej znów Promenada, odważna, a przy końcu delikatnie zwolniona. Następnie dwa utwory – Tuileires oraz Bydło. Pierwszy zagrany lekko, drugi zaś ciężko. I kolejna Promenada, która tym razem jest już wyraźnie wolniejsza od poprzednich, poważna, a zarazem trochę mroczna. Ale nie na długo zostajemy w takim klimacie. Bo następny jest Taniec kurcząt w skorupkach (który na jednym z koncertów Bilińskiej został wykonany na bis z dedykacją dla córeczki). Ten taniec, dość poplątany, z tego powodu również nierówny, działa jeszcze bardziej sugestywnie za sprawą odpowiednich zatrzymań. Kolejny utwór to Samuel Goldberg i Szmul, który opiera się na zasadzie kontrastu. Ten kontrast zostaje słusznie wydobyty. Po tym utworze następuje ostatnia Promenada, niezwykle podobna do pierwszej. Po niej zaś jeszcze cztery obrazy, w których znowu daje się Bilińska poznać od strony technicznej oraz interpretatorskiej. Na uwagę zasługują w szczególności Katakumby, w których rozmyślania rozciągają się bardzo długo, by zabrzmieć gdzieś wysoko dźwiękami promenady. Wolne tempo idealnie pasuje do tego utworu. Również warto przysłuchać się Wielkiej Bramie Kijowskiej, która zabrzmiała z całą swoją potęgą. (...)
Sergiusz Prokofiew to drugi kompozytor, którego cykl znajduje się na płycie. A jest to Romeo i Julia: 10 utworów na fortepian (czy też może jak chce płyta Romeo and Juliet: Ten Pieces for Piano). Jest to jak gdyby fortepianowa suita, która swoją genezę ma w balecie rosyjskiego twórcy. Balet ten jednak nie mógł być wystawiany, dlatego też jego twórca zrobił z niego kilka orkiestrowych suit, a także przetranskrybował  go na fortepian, tworząc cykl, który przedstawiła nam polska pianistka na swojej płycie.

Po raz kolejny Bilińska jawi się jako sprawna interpretatorka muzycznych obrazów. A zaczyna się od frywolnego Folk Dance. Sprawność techniczna pozwala nadać temu utworowi charakter zabawy. W następnym utworze warto wskazać na istotną rolę gry dynamiką, którą wykorzystuje pianistka. Najbardziej chyba zwraca uwagę część o nazwie Montecchi i Capuletti, która szerzej jest znana jako Taniec rycerzy. Drobne zatrzymania są świetnie wychwycone i wykorzystane.

Trzy dziedziny sztuki można odnaleźć na najnowszej płycie Beaty Bilińskiej. Bez wątpienia pierwszą i najważniejszą jest muzyka. Ale obok niej pojawiają się jeszcze dwie, a mianowicie malarstwo oraz literatura. Jedna ma związek z cyklem Musorgskiego, druga zaś z  utworami Prokofiewa. Dzięki temu Bilińską możemy usłyszeć jako wprawną malarkę, jak również swojego rodzaju recytatorkę. Jej interpretacyjne rozwiązania są adekwatne do utworów, które wykonuje, warto z jej perspektywy poznawać rosyjską muzykę fortepianową.

Aleksandra Konieczna, Silesia prezentuje, nr 92 / maj 2012
Sięgnięcie do dzieł tak ogranych i popularnych, choć niebanalnych od strony wykonawczej, jak Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego, zobowiązuje wykonawcę nie tylko do najwyższej staranności w wykonaniu zadania, ale także do zaprezentowania własnej wizji, do rzucenia jakiegoś nowego światła na to, co nam, słuchaczom wydaje się już dobrze znane. Nagranie trzyma w napięciu, ani przez chwilę nie nuży, a wręcz przeciwnie rozgrzewa nasze serca i pobudza wyobraźnię w miarę zbliżania się do monumentalnego finału.
Początek, czyli pierwsza spośród Promenad uderza prostotą, brzmi tak, jakby niczego specjalnego nie zapowiadała. Każdym jednak "obrazkiem" pianistka stara się zaciekawić słuchacza. Są one w jej ujęciu nie tyle impresjami co raczej opowieściami z miniaturo:ą akcją. Pomysł brzmieniowo-fakturalny, w każdej części cyklu sam w sobie już frapujący, poddany jest rozwojowi, prowadzi do kulminacji, choć niekiedy brak mu zakończenia, bo tak chciał sam kompozytor. Bilińska dba o naturalny przekaz narracji, w każdym obrazie dostrzega przejawy życia raczej, niż przeczucia śmierci, o którym pisze autorka komentarza do płyty. Np. w Starym zamku wątek opowieści pulsuje tanecznym rytmem i ani na chwilę nie grzęźnie, jak to zdarza się w
niejednej interpretacji tej miniatury.
Pianistka nie obawia się też terapii szokowej (obraz groteskowego gnoma każdego wytrąci z zadumy), ale serwuje ją słuchaczom oszczędnie. Już np. w krzykliwą atmosferę rynku w Limoges słuchacz wprowadzony jest "z kulturą", stopniowo, choć końcowy fragment może przyprawić o
zawrót głowy. Sugestywność interpretacji nie zawsze oznacza karykaturalną jaskrawość brzmienia. Obraz dziecięcych zabaw w parku Tuileries czy kurcząt w skorupkach (rysunek Hartmana i w tym przypadku przedstawiał dzieci, przebrane za pisklaki) potraktowany został przez pianistkę z wyjątkową delikatnością, należną światu dziecka finezją i prawdziwie matczyną czułością. Wrażenie dosadności pozostawia Bilińska
na zobrazowanie Bydła, ale i tu stara się nie przeforsować dźwięku. Pianistycznego impetu i prawdziwego w wyrazie demonizmu nie zabrakło w obrazie Baby Jagi, kapitalnie oddany został efekt wirowania chatki na kurzej stopce w środkowej części tej miniatury.
Pełnię możliwości pianistycznych ujawniła Bilińska przede wszystkim w monumentalnym finale dzieła, który w jej porywającej interpretacji nie tylko oddaje panoramę Kijowa, z górującymi nad nią złotymi kopułami cerkwi i kościołów, ale skłania także do zadumy nad "odwiecznością" oraz siłą religii i tradycji.
Drugi utwór na płycie - 10 scen z Romea i Julii, to autorska suita z baletu Sergiusza Prokofiewa. Nie może być tu mowy o muzycznej ciągłości, wybrane sceny nie są też w pełni reprezentatywne dla fabuły tragedii (ostatnia część to scena przed rozstaniem się pary tytułowych bohaterów). Skupiamy się zatem przede wszystkim na muzycznych portretach (Julia jako dziewczynka, Merkucjo, Ojciec Laurenty) i osobliwościach nastroju niektórych scen (np. Maski, Taniec antylskich dziewcząt). Bilińska wykonuje te doskonale znane z orkiestrowej wersji miniatury z klasyczną rzetelnością, dbałością o pełnię brzmienia, piękno melodii. Nie podkreśla charakterystycznej dla Prokofiewa modernistycznej ekscentryczności, w dynamice i artykulacji unika jakości ekstremalnych, skupia się natomiast na walorze poetyckim tej muzyki, czaruje świeżością emocji, romantycznym gestem, śpiewną frazą.

RECENZJE NAJNOWSZEJ PŁYTY "MUSSORGSKY - PROKOFIEW"

Marcin Kaczmarczyk "Wyrazista interpretacja Beaty Bilińskiej"
Blog "Od Bacha po Dawida Langa", 24 lipca 2012
Kiedy gdzieś z początkiem lata usłyszałem w Dwójce najbardziej znany fragment baletu Romeo i Julia Sergiusza Prokofiewa, czyli Taniec Rycerzy w transkrypcji na fortepian i w wykonaniu Beaty Bilińskiej byłem zachwycony. Teraz jej najnowszą płytę, gdzie ten utwór się znalazł, nadal bardzo cenię - jednak już nie za wykonanie hitu Prokofiewa.
Na krążku wydanym przez DUX znalazły się dwa dobrze znane dzieła. Najpierw słuchamy chyba najbardziej znanej kompozycji Modesta Mussorgskiego - cyklu słynnych miniatur fortepianowych Obrazki z wystawy. Potem transkrypcji melodii z baletu Romeo i Julia Prokofiewa napisanej przez samego kompozytora. Tytuł albumu - Modest Mussorgsky Pictures at an Exhibition Sergey Prokofiev Romeo and Juliet: Ten Pieces for Piano, Op. 75 - tym razem wyraźnie mówi o jego zawartości.
Obrazki z wystawy napisane przez Mussorgskiego w 1874 roku po śmierci jego przyjaciela Wiktora Hartmanna, malarza i architekta, są zagrane przez Beatę Bilińską mocno, zdecydowanie, ale i wtedy, gdy pojawia się taka konieczność subtelnie. Słyszymy to np. w części Stary zamek, gdzie wybitnej polskiej pianistce udaje się oddać nastrój romantycznej zadumy oraz w następującej potem części Kłótnia dzieci po zabawie, gdzie wręcz widzimy dzieci baraszkujące w miejskim parku.
Z interpretacją kreśloną wyraźną, mocną kreską zetkniemy się też w kompozycji Prokofiewa. To wielu musi się podobać i, co z pewnością również jest zaletą płyty, powoduje że jej fragmentów słucha się bardzo dobrze np. w samochodzie lub z radia. Jednak chwilami od artystki wymagałbym większej delikatności – wspomniany Taniec Rycerzy to nie tylko wyrazista melodia, to również pewna mgiełka nastroju, subtelne wybrzmiewanie niektórych dźwięków. To oczywiście w interpretacji Beaty Bilińskiej jest obecne, ale chciałbym by w tym kierunku poszła dalej. Tym bardziej, że w Obrazkach z wystawy udało się idealnie.
Technicznie płyty nagrana jest bardzo starannie – nagrania dokonano w sierpniu ubiegłego roku w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Głębia dźwięku fortepianu jest w pełni oddana. Cieszy również licząca blisko 20 stron książeczka dołączona do albumu.

Bronisław Tumiłowicz, Zasłuchaj się, 8 lipca 2012
W grze Beaty Bilińskiej można się zakochać, kreacje fortepianowe tej artystki bowiem stoją idealnie na przecięciu dwóch tendencji - wirtuozerii i pogłębionego wyrazu emocjonalnego. Doskonałe warunki pianistyczne pozwalają jej na wyprawy w sferę popisu, ale nigdy nie jest on celem samym w sobie (...)
Podobnie jest z najnowszą płytą pianistki, na której znajdują się dwa dzieła kompozytorów rosyjskich. "Obrazki z wystawy" Musorgskiego są estradowym hitem, w którym wielu wykonawców stawia głównie na efekt.  Bilińska powstrzymuje się przed takim podejściem, jej "Chatka na kurzej stopce" grana jest jakby wolniej, ale pozwala się rozkoszować brzmieniem pasaży. W "Wielkiej Bramie Kijowskiej" więcej rozkołysanych dzwonów, ale ten szczegół rekompensuje wykonanie drugiego cyklu "10 obrazów z baletu Romeo i Julia" w autorskiej transkrypcji Sergiusza Prokofiewa. Ostatnie tony utworu rozpływają się w autentycznym żalu.

Karol Jaworz-Dutka, www.polskamuza.eu, 14 czerwca 2012
Beata Bilińska koncertuje już od kilkunastu lat. Może pochwalić się wieloma nagrodami. Ta utalentowana pianistka należy do czołowych instrumentalistów w naszym kraju. W wytwórni DUX wydała swoją nową płytę. Nie jest to pierwszy krążek w dorobku tej artystki. Na koncie bowiem ma już kilka nagrań, za które zresztą była nagradzana różnymi fonograficznymi nagrodami. Na poprzednich płytach znalazły się kompozycje takich autorów jak Fryderyk Chopin, Ludwig van Beethoven, Sergiusz Rachmaninow, Aleksander Tansman, Sergiusz Prokofiew czy Modest Musorgski. I właśnie ci dwaj ostatni znaleźli się na najnowszym dziele. (...)
Pierwsza Promenada na płycie Bilińskiej otwiera wszystko bardzo odważnie. Tempo, w jakim została wykonana jest umiarkowane, co jest tu plusem, gdyż nie robi się z tej przechadzki „sprint”. Kontrasty, uzyskane poprzez zmiany dynamiki, sprawiają, że ten ruch wydaje się bardziej niejednostajny, co za tym idzie - nienudny. Po Promenadzie następuje szybki przeskok do kolejnego utworu. Nie ma zostawionej żadnej przerwy, co sprawia wrażenie jednolitości tego cyklu. Ale zdarza się tak tylko kilka razy, dzięki czemu poszczególne utwory się ze sobą nie zlewają. (...)

Kolejna Promenada, tym razem spokojniejsza, ale tylko pod względem dynamiki. Łączy się to bezpośrednio z kolejnym obrazem, a jest to Stary zamek. Niestety, to wykonanie, tak szybkie tempo odziera go nieco z melancholijnego charakteru. Ze smutnej pieśni trubadura robi się jakaś niezrozumiała opowieść. Po niej znów Promenada, odważna, a przy końcu delikatnie zwolniona. Następnie dwa utwory – Tuileires oraz Bydło. Pierwszy zagrany lekko, drugi zaś ciężko. I kolejna Promenada, która tym razem jest już wyraźnie wolniejsza od poprzednich, poważna, a zarazem trochę mroczna. Ale nie na długo zostajemy w takim klimacie. Bo następny jest Taniec kurcząt w skorupkach (który na jednym z koncertów Bilińskiej został wykonany na bis z dedykacją dla córeczki). Ten taniec, dość poplątany, z tego powodu również nierówny, działa jeszcze bardziej sugestywnie za sprawą odpowiednich zatrzymań. Kolejny utwór to Samuel Goldberg i Szmul, który opiera się na zasadzie kontrastu. Ten kontrast zostaje słusznie wydobyty. Po tym utworze następuje ostatnia Promenada, niezwykle podobna do pierwszej. Po niej zaś jeszcze cztery obrazy, w których znowu daje się Bilińska poznać od strony technicznej oraz interpretatorskiej. Na uwagę zasługują w szczególności Katakumby, w których rozmyślania rozciągają się bardzo długo, by zabrzmieć gdzieś wysoko dźwiękami promenady. Wolne tempo idealnie pasuje do tego utworu. Również warto przysłuchać się Wielkiej Bramie Kijowskiej, która zabrzmiała z całą swoją potęgą. (...)
Sergiusz Prokofiew to drugi kompozytor, którego cykl znajduje się na płycie. A jest to Romeo i Julia: 10 utworów na fortepian (czy też może jak chce płyta Romeo and Juliet: Ten Pieces for Piano). Jest to jak gdyby fortepianowa suita, która swoją genezę ma w balecie rosyjskiego twórcy. Balet ten jednak nie mógł być wystawiany, dlatego też jego twórca zrobił z niego kilka orkiestrowych suit, a także przetranskrybował  go na fortepian, tworząc cykl, który przedstawiła nam polska pianistka na swojej płycie.

Po raz kolejny Bilińska jawi się jako sprawna interpretatorka muzycznych obrazów. A zaczyna się od frywolnego Folk Dance. Sprawność techniczna pozwala nadać temu utworowi charakter zabawy. W następnym utworze warto wskazać na istotną rolę gry dynamiką, którą wykorzystuje pianistka. Najbardziej chyba zwraca uwagę część o nazwie Montecchi i Capuletti, która szerzej jest znana jako Taniec rycerzy. Drobne zatrzymania są świetnie wychwycone i wykorzystane.

Trzy dziedziny sztuki można odnaleźć na najnowszej płycie Beaty Bilińskiej. Bez wątpienia pierwszą i najważniejszą jest muzyka. Ale obok niej pojawiają się jeszcze dwie, a mianowicie malarstwo oraz literatura. Jedna ma związek z cyklem Musorgskiego, druga zaś z  utworami Prokofiewa. Dzięki temu Bilińską możemy usłyszeć jako wprawną malarkę, jak również swojego rodzaju recytatorkę. Jej interpretacyjne rozwiązania są adekwatne do utworów, które wykonuje, warto z jej perspektywy poznawać rosyjską muzykę fortepianową.

Aleksandra Konieczna, Silesia prezentuje, nr 92 / maj 2012
Sięgnięcie do dzieł tak ogranych i popularnych, choć niebanalnych od strony wykonawczej, jak Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego, zobowiązuje wykonawcę nie tylko do najwyższej staranności w wykonaniu zadania, ale także do zaprezentowania własnej wizji, do rzucenia jakiegoś nowego światła na to, co nam, słuchaczom wydaje się już dobrze znane. Nagranie trzyma w napięciu, ani przez chwilę nie nuży, a wręcz przeciwnie rozgrzewa nasze serca i pobudza wyobraźnię w miarę zbliżania się do monumentalnego finału.
Początek, czyli pierwsza spośród Promenad uderza prostotą, brzmi tak, jakby niczego specjalnego nie zapowiadała. Każdym jednak "obrazkiem" pianistka stara się zaciekawić słuchacza. Są one w jej ujęciu nie tyle impresjami co raczej opowieściami z miniaturo:ą akcją. Pomysł brzmieniowo-fakturalny, w każdej części cyklu sam w sobie już frapujący, poddany jest rozwojowi, prowadzi do kulminacji, choć niekiedy brak mu zakończenia, bo tak chciał sam kompozytor. Bilińska dba o naturalny przekaz narracji, w każdym obrazie dostrzega przejawy życia raczej, niż przeczucia śmierci, o którym pisze autorka komentarza do płyty. Np. w Starym zamku wątek opowieści pulsuje tanecznym rytmem i ani na chwilę nie grzęźnie, jak to zdarza się w
niejednej interpretacji tej miniatury.
Pianistka nie obawia się też terapii szokowej (obraz groteskowego gnoma każdego wytrąci z zadumy), ale serwuje ją słuchaczom oszczędnie. Już np. w krzykliwą atmosferę rynku w Limoges słuchacz wprowadzony jest "z kulturą", stopniowo, choć końcowy fragment może przyprawić o
zawrót głowy. Sugestywność interpretacji nie zawsze oznacza karykaturalną jaskrawość brzmienia. Obraz dziecięcych zabaw w parku Tuileries czy kurcząt w skorupkach (rysunek Hartmana i w tym przypadku przedstawiał dzieci, przebrane za pisklaki) potraktowany został przez pianistkę z wyjątkową delikatnością, należną światu dziecka finezją i prawdziwie matczyną czułością. Wrażenie dosadności pozostawia Bilińska
na zobrazowanie Bydła, ale i tu stara się nie przeforsować dźwięku. Pianistycznego impetu i prawdziwego w wyrazie demonizmu nie zabrakło w obrazie Baby Jagi, kapitalnie oddany został efekt wirowania chatki na kurzej stopce w środkowej części tej miniatury.
Pełnię możliwości pianistycznych ujawniła Bilińska przede wszystkim w monumentalnym finale dzieła, który w jej porywającej interpretacji nie tylko oddaje panoramę Kijowa, z górującymi nad nią złotymi kopułami cerkwi i kościołów, ale skłania także do zadumy nad "odwiecznością" oraz siłą religii i tradycji.
Drugi utwór na płycie - 10 scen z Romea i Julii, to autorska suita z baletu Sergiusza Prokofiewa. Nie może być tu mowy o muzycznej ciągłości, wybrane sceny nie są też w pełni reprezentatywne dla fabuły tragedii (ostatnia część to scena przed rozstaniem się pary tytułowych bohaterów). Skupiamy się zatem przede wszystkim na muzycznych portretach (Julia jako dziewczynka, Merkucjo, Ojciec Laurenty) i osobliwościach nastroju niektórych scen (np. Maski, Taniec antylskich dziewcząt). Bilińska wykonuje te doskonale znane z orkiestrowej wersji miniatury z klasyczną rzetelnością, dbałością o pełnię brzmienia, piękno melodii. Nie podkreśla charakterystycznej dla Prokofiewa modernistycznej ekscentryczności, w dynamice i artykulacji unika jakości ekstremalnych, skupia się natomiast na walorze poetyckim tej muzyki, czaruje świeżością emocji, romantycznym gestem, śpiewną frazą.